„Każdy człowiek szuka powodu, dla którego warto żyć, jeśli szukasz takiego powodu mogę Ci go dać…”
M. Masterson
„Pewnego przyjaciela poznaje się w trudnej sytuacji”
Cycero
Zagadnienie sensu życia było, jest i będzie wielokrotnie poruszane, chociażby dlatego, ze nikt jeszcze ze zwykłych śmiertelników nie znalazł skutecznej recepty na to jak kierować naszym życiem, aby nadać mu sens, jak radzić sobie z przeciwnościami losu. Od zarania dziejów każdy człowiek, w mniejszym bądź większym zakresie zastanawiał się nad tą kwestią. Mimo prób jej rozstrzygnięcia przez wielkich myślicieli, sprawa ta nadal pozostaje otwarta i domaga się dopowiedzi.
„Seabiscuit” to właśnie jedna z takich historii, które ukazują jak odnaleźć utracony sens życia. Zarówno bohaterowie filmu jak i tytułowy Seabiscuit- koń wyścigowy to postacie autentyczne. Dziennikarka sportowa Laurla Hillebrand zadała sobie dużo trudu, aby w swej powieści o tym samym tytule przedstawić szczegółowo ich losy. Scenariusz do filmu został napisany przez Garry’ego Rosa i Charlie Mitchella, przy ścisłej współpracy z Laurą Hillebrand, tak aby możliwie najautentyczniej odtworzyć ich historię i problemy. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że życie samej pisarki to walka z jej chorobą-Syndrom Chronicznego Zmęczenia, który objawiając się ciągłymi zawrotami i omdleniami uniemożliwiał jej studiowanie i pracę. Autorka dzięki swojemu uporowi i woli walki nauczyła się pokonywać tą swą słabość.
Losy bohaterów spłatają się w roku 1938. Ameryka powoli wychodzi z wielkiego światowego kryzysu gospodarczego. Objawiał się on między innymi obniżeniem cen i spadkiem produkcji. Pamiętny krach na giełdzie w październiku 1929 pociągnął za sobą wiele ofiar ludzi, którzy potracili swoje wielkie fortuny i nie umiejąc sobie poradzić z taką stratą odbierali swoje życie. Charles Howard był jednym z tych, którzy utracili swój wielki majątek. Los jednak odebrał mu coś jeszcze- syna, który zginął w wypadku samochodowym. Konsekwencją tego nieszczęścia było odejście żony. Podsumowując jego dotychczasowe życie, można by pokusić się o stwierdzenie, że z milionera, szczęśliwego ojca i małżonka stał się bankrutem i samotnikiem. Upłynęło trochę czasu nim zawarł kolejne małżeństwo i jakby od tego momentu można obserwować pewną zmianę w jego życiu na lepsze, jednak daleko jeszcze by stwierdzić, że jego życie nabrało sensu. Dzięki zakupieniu konia- Seabisuita poznał dwóch innych doświadczonych, tak jak i ona sam, przez los bohaterów. Pierwszym z nich był cierpiący na postępujący artretyzm kowboy Tom Smith, który to dojrzał w zwierzęciu charakter- wolę walki, i zdecydował się go trenować. Doświadczony człowiek zauważył, ze koniowi trzeba jeźdźca o równie podobnym temperamencie i niezłomności. Takie cechy dostrzegł w Johnnym ”Redzie” Pollardzie. Chłopak, jak się później okazało nie widział na jedno oko, gdyż żeby zarobić na życie brał udział w walkach ulicznych, a obdarzony talentem poświęcał się także swej pasji, jaką była jazda na koniu. Właśnie z powodu tego zamiłowania w bardzo młodym wieku opuścił dom rodzinny. Pozbawiony ciepła i miłości nauczył się sam dbać o siebie i początkowo jakby nieufnie podchodził do tego, ze ktoś usiłuje dać mu szansę i otoczyć opieką. Było to wyraźnie widać, gdy Charles Howard zaoferował mu pracę, dom i wyżywienie. Z drugiej jednak strony za wszelką cenę starał się nie stracić posady i zataił fakt, ze nie widzi na jedno oko. Gdy po jednym z wyścigów sprawa ta ujrzała światło dzienne wydawało się, że konsekwencją tego kłamstwa może być tylko zwolnienie. Howard wbrew temu co można by oczekiwać, wykazał się zrozumieniem, dając chłopcu kolejną szansę. Niewykluczone, że były milioner z powodu swoich życiowych porażek, nabrał sporego dystansu w ocenianiu ludzkiego postępowaniu. Decyzja ta nie była podyktowana litością, ale zrozumieniem drugiego człowieka, mądrością rodząca się z cierpienia i pokory.
Z ludzkiego punktu widzenia mały, narwany koń i ciężki, zbyt duży jeździec nie rokowali żadnych szans na zwycięstwo w jakichkolwiek wyścigach, a jednak…. Seabiscuit szybko stał się bohaterem mas, w czasie kryzysu, w czasie przegranych, nagle ktoś, kto z ludzkiego punktu widzenia nie miał szans, zaczął wygrywać. To zdaje się ta wola walki, chęć rywalizacji była siła napędową Seabiscuita i tę siłę dał trzem naszym bohaterom, którzy zaczęli odzyskiwać nadzieję, sens życia. Można pokusić się o stwierdzenie, że mały koń, który tak jak i oni wiele przykrości doznał w swym życiu, pokazał im jak się wygrywa, udowodnił, ze nie warto się poddawać. Odrzucone w dzieciństwie, uważane za dziwaka i już niejednokrotnie skazane na pogardę czy śmierć zwierzę, rozpaliło zdaje się w tych ludziach nadzieję i wiarę w zwycięstwo, a przede wszystkim na odbudowanie własnego szacunku, zarówno dla innych jak i dla siebie.
Wielką próbą dla wszystkich bohaterów była moim zdaniem kontuzja, której ulegli kolejno Pollard jak i Seabuiscit. Ponowna utrata wiary w siebie zdawała się być tylko kwestią czasu. Wytrwałość z jaką dżokej opiekował się chorym koniem i ryzyko utraty życia, jakie podjął, biorąc udział w kolejnej gonitwie zaowocowała ponownym nieoczekiwanym zwycięstwem. Wyraźnie można było dostrzec, że zaszczepiona wcześniej wiara w lepsze jutro i optymizm spowodowało, że ponownie niemożliwe stało się możliwym.
„To co cię nie zabije, to cię wzmocni” mówi przysłowie. W życiu często bywa, że ludzie porażki stawali się ludźmi sukcesu, gdy nie przygniótł ich ciężar tych niepowodzeń. Zdaje się zatem, że nie należy pytać jak żyć, żeby być szczęśliwym, ale po co i dla kogo żyć.








